Halabala – po czesku "super"

Od dawna chciałam zajrzeć do nowego sklepu przy Placu Zbawiciela, o którym powiedziała mi znajoma. Miałam wpaść na 20 minut, siedziałam półtorej godziny. Tak jak właściciel, który miał pojechać do Czech na chwilę, a został parę lat. Arek Hoduń – z zawodu technik mechanik, pasjonat, znawca modernistycznego wzornictwa, którym chce zarazić nie tylko bywalców Placu Zbawiciela.


Magdalena ŁapińskaJak się zaczęła twoja przygoda z meblami?
Arek Hoduń Wszystko wynikło z mojej pasji. Zawsze lubiłem przedmioty, które teraz sprzedaję. A zaczęło się to 5 lat tamu w czeskiej Pradze. Z trójką znajomych otworzyliśmy stronę, sklep online o nazwie Art and Antique. Każdy miał swoją dziedzinę. Ja akurat zajmowałem się meblami, kto inny sztuką nowoczesną, kto inny ceramiką. Wtedy powstała moja pierwsza kolekcja, która składała się głównie z obiektów projektu Jindricha Halabaly, który zaczął być modny w tym okresie. Od '91 roku mieszkałem w Pradze Czeskiej i do Polski wróciłem 2 lata temu. Najpierw miałem sklep na ul. Hożej w podwórku, a teraz jestem tu, na Placu Zbawiciela. Chcę ludziom pokazać dobry design. Jest to w pewnym sensie lekcja historii. W Czechach głęboko zakorzeniony jest szacunek do tego, co mają. Rozumieją, że jest to ich dziedzictwo i nieważne, czy chodzi o modernizm, czy o socrealizm. Dlatego zrobiłaś Sen o Warszawie, prawda? Bo nie zgadzasz się na negowanie przeszłości, na amputowanie jej elementów.



Tak, ale też wiem, że radykalna architektura zawsze jest kontrowersyjna i może się nie podobać, ale jest to prawda o tamtych czasach…
Dokładnie tak! To są fakty, których nie da się wymazać. Co więcej, często są to piękne fakty.

Taki sklep spełnia rolę edukacyjną?
Myślę, że tak. Ja jestem otwarty żeby rozmawiać, opowiadać… Każdy się może dowiedzieć ode mnie o technologii produkcji stali, o metodach gięcia drewna itd. Napis na drzwiach – Punkt Edukacji Estetycznej – mówi sam za siebie (śmiech). Z ludźmi trzeba rozmawiać… Wcześniej, na Hożej, żeby u mnie coś kupić, trzeba było mieć mój telefon. Nie bylem otwarty na ulice, nie chciałem mieć u siebie ludzi przypadkowych. Zdarzało mi się słyszeć, że te rzeczy wyglądają jak ze śmietnika. Nie miałem na to ochoty. Mało osób rozumiało, o co w tym chodzi…


Z reportażu Mariusza Szczygła o twoim poprzednim lokalu jasno wynikało, że jest to bardzo schowane miejsce…
Przejąłem siedzibę galerii LETO, która przeniosła się wtedy do Soho Factory, ale po pewnym czasie stwierdziłem, że otworzę się na ulice, na ludzi.

Jesteś teraz w samym sercu miasta.
Tak, ten punkt jest dobry. Teraz oprócz życia kawiarnianego można też obejrzeć dobry design.

Ja modernizm niezwykle cenię, ale czy niektórych nie odstrasza, że te obiekty są nieodrestaurowane?
To specjalnie. Rzeczy są przed renowacją, żeby pokazać, że to oryginały. Mam taką zasadę, że nie restauruję, bo ludzie myślą wtedy, że to jest nowe, więc dopiero jak klient się zdecyduje np. na sofę, to siadamy i rozmawiamy jak ukierunkować renowację. Jest bardzo duży wachlarz możliwości. Wszystko uzależnione jest od portfela klienta. Na przykład materiały obiciowe wahają się od 30 do 1500 zł. za metr kwadratowy. Wszystkie meble sprowadzam z Czech i tam też mam zaplecze zarówno jeśli chodzi o meble, jak i o ludzi od renowacji.

A komu zlecasz renowację tych mebli?
Razem z moja koleżanką sami przeprowadzamy renowację, jeśli chodzi o drzewo. Mam pracownię w Jerozolimie oraz przy ul. Frascati. To co robię, to był i dalej głównie jest - one man show. Wszystko przywożę sam z Pragi Czeskiej, fotografuję, odrestaurowuję i sprzedaję. Jedynie czasami korzystam z pomocy, ale drewno robię sam. Za to tapicerowanie zostawiam innym. Jednego tapicera od mniejszych rzeczy mam w Warszawie, a drugiego do luksusowych mebli mam w Pradze.


Zadowolony jesteś, że wszystko robisz sam?
Tak… Wszystko jest po mojemu i niekonwencjonalnie. Wychodzę ze sklepu, idę na rower, wracam… Robię to, na co mam ochotę. Korzystam z życia! (śmiech)

(wskazując na piękną, skórzaną kanapę) Czy taką samą kanapę mogłabym zamówić u ciebie?
Oczywiście, tylko nie wiem, jaki byłby okres oczekiwania. Ale ludzie zamawiają sporo. Uważam, że dobry handlarz powinien mieć dobre zaplecze i ja sobie takie przez lata wypracowałem. Mam około 10 modeli krzeseł, które dokupuję, czyli nie dorzucam nowych mebli, tylko kontynuuje linie, które już stworzyłem. Można u mnie zamówić np. 20, 30 szt oryginałów do restauracji. W Cafe Karma obok, jest na przykład szesnaście sztuk laminowanych vertex'ów¹, które były używane w czeskich tramwajach oraz w kuchniach. Również w nowo powstałej kawiarni SAM jest ponad 20 krzeseł ode mnie. Są modele, które mi się szczególnie podobają i chcę żeby były cały czas w regularnej sprzedaży. Chodzi mi o regularność i o kontynuację w tym co robię. Nie mam rzeczy przypadkowych. Specjalizuję się w modernizmie lat 20. i 30. Mam w sklepie oryginały Marcela Breuer'a, Mies'a van der Rohe… To są rzeczy sygnowane, nie kopie. Są też modele z najlepszego okresu lat 60. Laminowane, a nie plastikowe, więc po prostu nie poci ci się tyłek (śmiech). Ludzie zaczynają rozumieć, co to jest modernizm. Te wyginane rurki maja duża lekkość w sobie i ich forma jest ponadczasowa. Większość tych modeli jest produkowana do dziś, ale kiedyś była używana zupełnie inna stal – sprężysta, można się było na tych krzesłach bujać nawet jak się ważyło ponad sto kilo.

Czyli kiedyś używano innej stali? lepszej?
Tak. Ludzie, którzy mają warsztaty samochodowe też używają starych kluczy, dlatego że ta stal była mocniejsza i tak samo jest z meblami. Kiedyś były lepszej jakości materiały.


A gdzie dziś można kupić w Warszawie takie meble, poza twoim sklepem?
Było DDR Studio w podwórku przy ul. Koszykowej, był sklep przy Browarnej, gdzie teraz jest sklep rowerowy. Był mój sklep na Hożej przez półtora roku…Jednak głównie sprzedawałem hurtowo. Chciałem zaopatrywać sklepy, ale nieporadnie to później sprzedawano. Teraz bardziej rozumie się lata 60. i 30. Zaczynamy być świadomi, czym jest współczesna architektura i wzornictwo. Cieszyłem się, gdy w Muzeum Narodowym zrobiono wystawę Jesteśmy Nowocześni. Ta wystawa bardzo mi pomogła. Pokazała, że te przedmioty są piękne.

Czyli jest coraz lepiej, jeśli chodzi o wiedzę i nastawienie do designu z tamtych lat?
Tak. Zdecydowanie wolę być teraz tu niż w Pradze. Warszawa jest dużo fajniejsza!

Dawno nie byłam w Pradze, więc ciężko mi porównać…

W Pradze wszystko się już wydarzyło w latach 90. Działo się dużo fantastycznych rzeczy. Praga przeszła duże przemiany, ale w tej chwili wszystko jest tam zrobione. Nie ma już takiej energii, jaką mamy teraz w Polsce, a szczególnie w Warszawie. Młodzi ludzie nakręcają to miasto. Jest masa możliwości, to co sobie wymyślisz możesz realizować. Wszyscy są dobrze nastawieni. Nawet pani za kasą w supermarkecie się uśmiecha! Ludziom się bardzo chce. Po fali emigracji "bo tu jest fatalnie" nastąpiła, mam wrażenie, zmiana nastawienia. Czuje się w powietrzu dobry czas dla tego miasta.


¹chodzi o krzesła laminowane z lat 60. firmy Vertex.

Modernizm Design 1900-1960, pl. Zbawiciela 3/5, pon.-sob. od 14:00 do 22:00. Gdy właściciela nie ma, jest kartka z telefonem.

Profil sklepu na facebooku: http://www.facebook.com/pages/ShowRoom-Hoza-9c/105291209582728
Trwa ładowanie komentarzy...